Wiadomości
wszystkie
Recenzja filmowa nr 689: Primetime (PLAKAT)
Recenzja również na: mediakrytyk.pl
Nasze poprzednie recenzje alfabetycznie
Bohaterem filmu jest Chris Hansen, dziennikarz, który zyskał sławę jako gospodarz nadawanego na początku tego wieku programu NBC „To Catch a Predator”. Twórcy tego kontrowersyjnego formatu podszywali się na czatach internetowych pod nieletnich i nawiązywali kontakt z pedofilami, których następnie zwabiali do ustronnego domu. A tam już czekał Chris Hansen z kamerą. Film skupia się na okresie, kiedy program znajdował się u szczytu popularności i nadawany był w najlepszym czasie antenowym. Wydaje się, że to idealny temat na dramat, oferujący wiele punktów wyjściowych i aspektów do rozpatrzenia. Niestety twórcy nie potrafią się zdecydować, na których z nich się skupić i w rezultacie próbują chwycić zbyt wiele srok za ogon.
Mamy więc niestandardowego bohatera, który nie tylko we własnym mniemaniu wykonuje ważną i potrzebną pracę, a jednak nie może wyzbyć się zazdrości w stosunku do swoich medialnych kolegów. Niestety dostajemy do tego zaledwie jedną krótką scenę, więc za wiele się na ten temat nie dowiemy. Jak praca odbija się na jego małżeństwie i rodzicielstwie? Nie do końca wiadomo, bo jego rodzina też pojawia się na chwilę. Czy nasz bohater ma prawo osądzać innych, skoro sam jest nie do końca czysty moralnie? Nie wiadomo, bo i temu zagadnieniu poświęca się zbyt mało czasu. Jak daleko można posunąć się w prowokacji, by podbić słupki oglądalności? Nie dowiesz się z tego filmu.
Jest tu sporo wątków, które są ledwo liźnięte i przez to nie wybrzmiewają. To samo tyczy się postaci drugoplanowych. Mamy producentkę, która czuje się niedoceniania i młodego początkującego aktora, który udaje nieletniego i który już pierwszy dzień pracy kończy z traumą. Chciałoby się wejść głębiej w ich psychikę, ale film znowu zatrzymuje się w połowie drogi. Rozumiem, że na wszystko zwyczajnie nie było czasu, ale w takim razie trzeba było wybrać jakiś wątek przewodni i na nim się skupić, zamiast ślizgać się na wielu płaszczyznach. W pewnym momencie uświadomiłam sobie, że oglądam film o łapaniu pedofilów i (poza scenami końcowymi) nie towarzyszą temu dramaturgia i głębsze emocje.
To jest o tyle frustrujące, że wszystko poza scenariuszem wypada niesamowicie. Aktorzy z Robertem Pattinsonem na czele, który jest tu w życiowej formie, spisują się świetnie. Atmosfera jest gęsta, a nastrojowe, niemal psychodeliczne oświetlenie czasami podkręca akcję tam, gdzie scenariusz nie daje rady. Do tego dynamiczny montaż i przemyślana kolorystyka każdego kadru bezbłędnie umieszczają historię w danym czasie i miejscu. I tylko głębi brak. Nie mogę ocenić tego filmu negatywnie, bo za dużo tu dobrego, ale wychodziłam z kina z poczuciem dołującego niedosytu.
(Ala Cieślewicz)
Reż. Lance Oppenheim
Ocena: 6/10