Recenzja filmowa nr 692: Backrooms. Bez wyjścia (PLAKAT) - Reporter-24.pl
Wiadomości
wszystkie

Recenzja filmowa nr 692: Backrooms. Bez wyjścia (PLAKAT)

Recenzja również na: mediakrytyk.pl

Nasze poprzednie recenzje alfabetycznie

Plakat i informacje o filmie

To dobry rok dla horrorów. Wciąż mam ciarki po „Obsesji”. Mimo że „Backrooms” nie wywarło na mnie aż takiego wrażenia, wyróżnia się zarówno ciekawym punktem wyjściowym jak i środkami wyrazu i zasługuje na uwagę nie tylko miłośników gatunku.

Głównym bohaterem jest Clark, właściciel upadającego sklepu meblowego. Przy okazji tam pomieszkuje, od czasu kiedy żona wystawiła mu walizki za drzwi. Pewnej nocy Clark znajduje tajemnicze przejście do pomieszczeń na zapleczu. I wtedy dzieją się rzeczy. Z jednej strony typowo horrorowe, których możemy się spodziewać. Z drugiej, mogę z całą pewnością stwierdzić, że fabuła nie podąża utartymi ścieżkami.

Co tu od razu wpada w oko, to fakt jak fantastyczny jest to film pod względem audio – wizualnym. Przestrzeń jest pełnoprawnym bohaterem. Niesamowite ile można przekazać za pomocą obszernego, pomalowanego na żółto pokoju. Niby na pierwszy rzut oka wszystko jest w porządku, jednak z każdą mijającą minutą wzrasta niepokój. Zatopione w podłodze meble, wąskie szpary, małe drzwiczki prowadzące nie wiadomo dokąd, wszystko to podbija rosnące napięcie. To czekanie na zagrożenie jest bardziej niepokojące niż samo niebezpieczeństwo, które się w końcu materializuje. Pod względem budowania nastroju ten film nie ma sobie równych. Udało się też uchwycić ducha początku lat 90-tych, kiedy toczy się akcja, wykorzystując chropowate ujęcia kręcone przez bohaterów za pomocą ręcznej kamery. I to wszystko od reżysera, którego nie było jeszcze na świecie, kiedy ja już miałam prawa wyborcze.

A jednak czegoś mi tu brakowało. Nie samą atmosferą widz żyje. Po tym jak wsiąkłam już w ten świat i oswoiłam się z jego realiami, potrzebowałam więcej fabularnego mięsa, żeby móc podążać za bohaterami i im kibicować. Jest w tym filmie moment, w którym okazuje się, że życie Clarka diametralnie się zmieniło. Co dokładnie do tego doprowadziło nie wiemy, gdyż dzieje się to poza ekranem. Z jednej strony to dobrze, że reżyser nie stawia na dosłowność i zostawia nam szerokie pole do interpretacji. Miejscami było ono dla mnie jednak zbyt szerokie. Wydaje się, że gdyby w międzyczasie dorzucił ze dwa konkrety, historia byłaby dla mnie bardziej angażująca. Możliwe, że to się zmieni, gdy po jakimś czasie powtórzę seans, na razie jednak pozostaję z poczuciem pewnego niedosytu. Co nie zmienia faktu, że pojawił się nowy, młody reżyser ze świeżymi pomysłami, którego karierę będę bacznie śledzić.

(Ala Cieślewicz)

Reż. Kane Parsons

Ocena: 6/10