Recenzja filmowa nr 691: Plan doskonały (PLAKAT) - Reporter-24.pl
Wiadomości
wszystkie

Recenzja filmowa nr 691: Plan doskonały (PLAKAT)

Recenzja również na: mediakrytyk.pl

Nasze poprzednie recenzje alfabetycznie

Plakat i informacje o filmie

Tytułowy plan odnosi się do kradzieży obrazu „Mona Lisa” z Luwru. Wydaje się, że rabunek najsłynniejszego dzieła malarskiego na świecie z najsłynniejszego muzeum na świecie, wymaga od scenarzysty wyniesienia się na wyżyny kreatywności. Okazuje się jednak, że wolał on przerzucić odpowiedzialność na nas widzów, domagając się zawieszenia niewiary i ignorowania logiki.

Oczywiście rozumiem, że czasy się zmieniły i już nie kręci się filmów w stylu „heist” tak jak za czasów niedoścignionego „Żądła”. Z każdym kolejnym filmem tego typu nabywam jednak bolesnej pewności, że obecni twórcy nie mają pomysłu na atrakcyjne ukazanie współczesnych napadów. Właściwie wszystko sprowadza się do tego, że nasi złodzieje zdobywają bliżej nieokreślony „wihajster” o nieograniczonych możliwościach, dzięki któremu mogą przełamać wszystkie systemy elektronicznych zabezpieczeń. Napięcie automatycznie leci na łeb i szyję, kiedy większość napadu odbywa się zdalnie.

Fakt, że w pewnym momencie konieczne jest fizyczne wyniesienie obrazu z muzeum, też na dużo się nie zdaje. Bo zamiast wyposażyć naszych złodziei w zapierające dech zdolności, scenarzysta postanowił obniżyć IQ wszystkim pracownikom Luwru. Nie jest problemem wyniesienie najcenniejszego obiektu muzealnego świata, kiedy ochroniarze cierpią na kolektywną głuchotę, ślepotę i głupotę.

Można by nadrobić te braki chociaż częściowo, dając nam ciekawych i charyzmatycznych bohaterów, którym nie byłoby trudno kibicować. Jednak poza Stanleyem Tuccim, który się stara, (chociaż nawet jego niezaprzeczalny czar nie jest w stanie zapełnić dziur scenariuszowych), reszta wypada blado i stereotypowo. Ot, wszystkowiedzący, wszystko umiejący złodzieje bez jednego indywidualnego rysu.

I oczywiście rozumiem, że to miało być niezobowiązujące, lekkie kino rozrywkowe w pięknych lokacjach, (tak na marginesie, hollywoodzcy producenci będą w szoku, jeśli kiedyś odkryją, że Włochy nie składają się tylko z Rzymu i Jeziora Como), jednak twórcy nawet nie udają, że chciało im się robić cokolwiek poza absolutnym minimum. Dlatego mi się w odpowiedzi nawet nie chce szukać jakichkolwiek pozytywnych aspektów tego dzieła. Może poza wspomnianym Stanleyem Tuccim, który zasłużył na o wiele lepszy film. I my widzowie też.

(Ala Cieślewicz)

Reż. Thomas Vincent

Ocena: 5/10