Recenzja filmowa nr 664: 90 minut do wolności (PLAKAT) - Reporter-24.pl
Wiadomości
wszystkie

Recenzja filmowa nr 664: 90 minut do wolności (PLAKAT)

Recenzja również na: mediakrytyk.pl

Nasze poprzednie recenzje alfabetycznie

Plakat i informacje o filmie

Oto idealny przykład filmu, który jest tak durny, że aż dobry. Wszystko, co widziałam na ekranie, od założeń fabuły po wybuchowy finał, sprawiało, że przewracałam oczami średnio co dwie minuty. A jednak nie potrafię zaprzeczyć, że momentami bawiłam się nieźle.

Jesteśmy w niedalekiej przyszłości, w której sądownictwo zostało przejęte przez sztuczną inteligencję. Nasz bohater Chris budzi się pewnego dnia, skuty na krześle przed wirtualnym sędzią i musi udowodnić, że dzień wcześniej nie zamordował swojej żony. W tym świecie przedstawionym obowiązuje bowiem domniemanie winy a nie niewinności. Jeżeli mu się to nie uda, to po 90 minutach, fotel, na którym siedzi, zamieni się w krzesło elektryczne.

Dlaczego 90 minut? Dlaczego „proces” odbywa się dzień po zabójstwie, kiedy technicy jeszcze badają miejsce zbrodni? Dlaczego Chris nie ma adwokata? Dlaczego odliczanie do egzekucji nie zatrzymuje się, gdy pojawiają się wątpliwości, które wymagają czasu na wyjaśnienie? Bo tak. Generalnie lepiej nie zadawać tu pytań. To jest absolutnie konieczne, jeżeli drogi widzu chcesz dotrwać do napisów końcowych.

Razem z naszym bohaterem, który ma do dyspozycji cały internet, siedzimy przed gigantycznym ekranem i pod czujnym wzrokiem wirtualnego sędziego próbujemy dojść do prawdy. Twórcy zdają sobie chyba sprawę, że nic tu się nie trzyma kupy, dlatego starają się nas zasypać zwrotami akcji. I to do samego końca. Kiedy myślisz, że już wszystko sobie poskładałeś w tej historii, (co prawda na ślinę, ale jednak), wtedy wyjmują kolejny twist, który każe drugoplanowym postaciom ganiać się po ulicy w asyście wybuchów. A zamordowana żona staje się jedynie mglistym wspomnieniem.

I muszę przyznać, że jest to w równym stopniu głupie, co wciągające. Może na końcu głupota wysuwa się nieco na prowadzenie, kiedy film ze śmiertelną powagą próbuje przemycić kilka uwag na temat kondycji współczesnego społeczeństwa. (Żeby nie było, że my tu tylko bezmyślnie wysadzamy rzeczy w powietrze.) Na szczęście grają dobrzy aktorzy, którym być może nie zawsze udaje się nas przeprowadzić przez mielizny scenariusza, ale przynajmniej się starają. Sumienie nie pozwala mi na wystawienie temu filmowi wyższej oceny, jednak dla ludzi niewyspanych, przeziębionych lub na lekkim kacu, będzie to propozycja idealna.

(Ala Cieślewicz)

Reż. Timur Bekmambetov

Ocena: 5/10