Wiadomości
wszystkie
Recenzja filmowa nr 681: Koniec ulicy Dębowej (PLAKAT)
Recenzja również na: mediakrytyk.pl
Nasze poprzednie recenzje alfabetycznie
Łatwo mnie podejść w kinie. Obecność dinozaurów na dużym ekranie, to już połowa sukcesu. Niestety ostatnie odsłony z serii „Jurassic Park” pokazały, że twórcy nie mają za bardzo pomysłu, czym wypełnić przestrzeń między dinozaurami. Dlatego fani kinowych prehistorycznych gadów wyczekiwali, co w tym temacie ma do powiedzenia reżyser David Robert Mitchell. Wyszło w porządku, choć bez rewelacji.
Pewnej nocy, tytułowa ulica Dębowa, przy której zamieszkują nasi bohaterowie, zostaje przeniesiona w czasie. Mieszkańcy budzą się otoczeni przez las wypełniony krwiożerczymi bestiami, które stopniowo przedostają się na osiedle. I właśnie początek filmu prezentuje się najlepiej. Poznajemy czteroosobową rodzinę, której później będziemy towarzyszyć, ich „przyziemne” problemy, relacje i sąsiadów. Bardzo dobrze oddano niepokój tuż po przeniesieniu w czasie, kiedy jeszcze nie ma się całkowitego obrazu sytuacji, ale już czuć zagrożenie. Podoba mi się zwłaszcza, że bohaterowie nie biegną na złamanie karku w stronę niebezpiecznych odgłosów, jak stereotypowa postać z taniego horroru. Nie od razu widzimy też dinozaury w całej okazałości.
Kiedy jednak wszystkie pionki są już ustawione na swoich miejscach, historia podąża utartym schematem. Protagoniści postępują głupio, cierpią na selektywną głuchotę lub dostają herkulesowej siły, która jest w stanie powalić dorosłego dinozaura. Nie pomaga też, że film skacze tonalnie, raz będąc familijną przygodówką, żeby za moment skręcić w stronę horroru z pourywanymi kończynami, a po chwili niemal zasłodzić widza na śmierć. Rozumiem, że takie przerywniki miały dać nam odetchnąć. Mnie jednak raczej wybijały z rytmu. To w końcu to wszystko na poważnie, czy nie?
Jest tu jednak kilka kapitalnych, wciskających w fotel scen, a gdy komuś dzieje się krzywda, to boli, bo zdążyliśmy się zżyć z tymi bohaterami. Prym wiedzie Anne Hathaway, która mam wrażenie, w tym roku nie schodzi z dużego ekranu. Budżet filmu jest wyraźnie skromniejszy niż w wypadku ostatnich „Parków Jurajskich”, jednak wydaje się rozsądniej zainwestowany. Sceny typowo akcyjne dowożą, to te momenty pomiędzy wydają się trochę niedogotowane, co jest o tyle frustrujące, że wyraźnie czuć, że można byłoby wycisnąć z tej historii dużo więcej. Mimo jednak moich narzekań, jest to całkiem przyzwoite kino rozrywkowe. Po prostu po latach emocjonalnej posuchy w temacie dinozaurów, chciałabym dostać coś trochę bardziej soczystego.
(Ala Cieślewicz)
Reż. David Robert Mitchell
Ocena: 6/10