Wiadomości
wszystkie
Recenzja filmowa nr 686: Niebo nad Normandią (PLAKAT)
Recenzja również na: mediakrytyk.pl
Nasze poprzednie recenzje alfabetycznie
Bohaterem filmu jest szkocki meteorolog James Stagg, który na trzy dni przed planowanym lądowaniem Aliantów w Normandii, trafia do centrum dowodzenia i ma za zadanie określić, czy warunki pogodowe będą optymalne dla tego typu przedsięwzięcia. Nie dość, że była to operacja wojskowa na niewyobrażalną wtedy skalę, to jeszcze powszechnie uważano ją za punkt zwrotny II wojny światowej. Meteorolog pracował więc pod ogromną presją.
Nie przepadam za kinem wojennym, jednak w tym wypadku tematyka filmu zakładała pewną kameralność, z dala od frontu. Scenariusz bazuje na sztuce teatralnej i to przez cały czas jest mocno wyczuwalne. Właściwie nie ruszamy się z jednego miejsca, czyli Southwick House, które tu „gra” znane z wielu produkcji Mentmore Towers. Wiesz, że oglądasz dobry film, kiedy na ekranie dwóch facetów stoi przed mapą, kłócąc się o to, czy będzie burza, a napięcie sięga zenitu. Udały się w tym filmie dwie rzeczy; po pierwsze pokazanie, jak trudną sztuką jest prognozowanie pogody, zwłaszcza dla Europy. Nawet obecnie, przy postępie technicznym, z dostępem do naszpikowanego satelitami kosmosu, ma to swoje ograniczenia. Ponad osiemdziesiąt lat temu sytuacja była o wiele trudniejsza. Wymagało to ciągłych pomiarów, płynnej komunikacji oraz ogromnej wiedzy. Poszczególne interpretacje pewnych zjawisk mogły się od siebie bardzo różnić i na tym tle dochodziło do gwałtownych spięć, co też możemy oglądać na ekranie.
Po drugie, ani przez chwilę nie pozwala nam się zapomnieć, z jak wielką odpowiedzialnością musiał się zmierzyć James Stagg. Jedna zła decyzja mogła nie tylko zaprzepaścić miesiące przygotowań, ale i spowodować śmierć tysięcy żołnierzy. Przez cały okres filmu nasz bohater musi też stawiać czoła żądaniom poszczególnych dowódców, którzy domagają się: pełni księżyca dla spadochroniarzy, niewysokich fal dla statków i ograniczonego zachmurzenia dla samolotów. Andrew Scott miał ciężkie zadanie, bo jego bohater jest postacią introwertyczną i niezbyt sympatyczną. Jednak ani przez chwilę nie wątpimy w jego potencjał i nie przestajemy mu kibicować. Dobrze wypada również Brendan Fraser w roli Eisenhowera, chociaż mam podejrzenie, że prawdziwy Eisenhower nie byłby zadowolony widząc jak bardzo niezdecydowany jest na ekranie. Dzięki temu jednak wypada bardziej ludzko, co filmowi wychodzi na dobre.
Niestety fabuła nie stroni od typowych grzeszków kina wojennego: przedramatyzowania już i tak dramatycznych wydarzeń oraz wszędobylskiego patosu. Ja również mogłabym się obyć bez pokazania samego lądowania w Normandii, ale rozumiem, że pewni widzowie potrzebują konkluzji. Mimo tego oglądało mi się to bardzo dobrze, przez cały czas byłam w pełni zaangażowana i co najważniejsze film obudził we mnie apetyt, by dalej zgłębiać ten temat.
(Ala Cieślewicz)
Reż. Anthony Maras
Ocena: 7/10