Wiadomości
wszystkie
Recenzja filmowa nr 687: Susza (PLAKAT)
Recenzja również na: mediakrytyk.pl
Nasze poprzednie recenzje alfabetycznie
Akcja filmu toczy się w małym miasteczku w Australii. Właśnie tam po kilkudziesięciu latach nieobecności wraca nasz główny bohater Aaron. Okazja jest niewesoła. Wszystko wskazuje na to, że najbliższy przyjaciel z młodości Aarona, zamordował swoją rodzinę, po czym popełnił samobójstwo. Rodzice zmarłego nie wierzą w jego winę i proszą naszego protagonistę, który na co dzień pracuje w policji w Melbourne, żeby rozwiązał sprawę i przywrócił dobre imię ich synowi.
Tak zaczyna się całkiem udany kryminał, który w pozytywny sposób wyróżnia się na tle innych produkcji tego gatunku. Przede wszystkim akcja nie dzieje się w mrocznych zaułkach amerykańskiej metropolii, lecz na spalonych słońcem równinach australijskich. Twórcy wielokrotnie decydują się na szerokie kadry, żeby w pełni uzmysłowić nam z jakimi niesamowitymi przestrzeniami mamy do czynienia. Dużą rolę odgrywa także tytułowa susza, zarówno w życiu codziennym bohaterów, jak i w decydującym momencie finałowej konfrontacji. Europejczyka, który nigdy tak naprawdę nie musiał się konfrontować z racjonowaniem wody, film zmusza do przyjęcia zupełnie nowej perspektywy.
Bardzo dobrze udało się również przedstawić klimat małego miasteczka; wszyscy się znają, mają coś do ukrycia, a nasz bohater trafia momentami na mur niechęci. Z retrospekcji dowiadujemy się w jakich okolicznościach musiał opuścić to miejsce, a miało to związek ze śmiercią młodej dziewczyny. Tak więc dostajemy dwie zagadki do rozwiązania. Podoba mi się, że poszczególne postaci nie są tylko kolejnymi punktami do odhaczenia w śledztwie. Film daje im czas na zaznaczenie swojej obecności i rozbudowanie relacji. Jest w tej opowieści pewien ciężar emocjonalny, przez co zakończenie, kiedy dokładnie dowiadujemy się, co się stało, uderza z podwójną siłą.
Tempo jest dość powolne, zapewne dla niektórych widzów okaże się nużące, dla mnie szczerze mówiąc było zbawienne. Jestem już zmęczona gwałtownymi zwrotami akcji i sztucznie pompowanym napięciem, które ostatnimi czasy opanowały ten gatunek. Zupełnie jakby widz w innym wypadku nie był w stanie utrzymać uwagi. I tak, ten film jest pod tym względem wymagający, kluczowe informacje nie są nam rzucane w twarz, raczej wspominane mimochodem, jednak wszystko razem składa się na koherentną historię i prowadzi do satysfakcjonującego finału. Takiego, po którym nareszcie mam poczucie, że nikt tu nie zmarnował mojego czasu, ani nie obraził mojej inteligencji.
(Ala Cieślewicz)
Reż. Robert Connolly
Ocena: 7/10