Recenzja filmowa nr 684: Lighthouse (PLAKAT) - Reporter-24.pl
Wiadomości
wszystkie

Recenzja filmowa nr 684: Lighthouse (PLAKAT)

Recenzja również na: mediakrytyk.pl

Nasze poprzednie recenzje alfabetycznie

Plakat i informacje o filmie

 

Z reżyserem Robertem Eggersem nie zawsze mi po drodze, dlatego dopiero po paru latach nadrobiłam jeden z jego głośniejszych filmów „Lighthouse”. Ostatnie dzieło tego twórcy „Nosferatu” zachwyciło mnie swoją stroną wizualną, jednak sama historia tam przedstawiona pozostawiła mnie dziwnie obojętną. Natomiast „Lighthouse” całkowicie przeczołgał mnie emocjonalnie, w najlepszym tego słowa znaczeniu.

Akcja toczy się pod koniec XIX wieku na małej wyspie z latarnią morską, obsługiwaną przez dwóch mężczyzn. Starszy z nich ostentacyjnie pomiata i wysługuje się młodszym, a surowe warunki i przymusowa izolacja prowadzą do coraz częstszych i gwałtownych napięć.

To jest bardzo dziwny film, pełen tajemnic i metafor. Nie będę udawać, że wszystko tu zrozumiałam, ale w ogóle nie przeszkadza mi fakt, że po seansie mam więcej pytań niż odpowiedzi. Dawno na ekranie nie widziałam tak sprawnie budowanej atmosfery grozy i rosnącego napięcia. Dzieją się tu rzeczy straszne, obrzydliwe i niezaprzeczalnie śmieszne. I ani przez chwilę widz nie wypada z rytmu, bo reżyser fantastycznie żongluje tonem w poszczególnych scenach. W niektórych momentach śmiałam się do rozpuku, żeby następnie odwracać wzrok w scenie iście horrorowej.

Z jednej strony historia jest bardzo enigmatyczna, balansująca na granicy jawy i snu i nigdy do końca nie możemy być pewni, czy to, co właśnie oglądamy, dzieje się naprawdę. Z drugiej, emocje, napędzające parę głównych (i jedynych) bohaterów i ich zmienną relację, są zawsze doskonale czytelne. Dlatego ten film się tak dobrze ogląda. Mamy tu ukazaną całą gamę uczuć skazanych na siebie ludzi, których stosunki zmieniają się jak w kalejdoskopie i przechodzą od przyjaznej wspólnej popijawy do agresji i rękoczynów.

Film oczywiście jak to u Eggersa wygląda wspaniale. Obraz jest czarno-biały i to, co twórcy robią ze światłem i cieniem w niektórych scenach, to jakaś nowa forma sztuki, do tego niepokojąca ale nie w nachalny sposób muzyka. Nastrojowo to jeden z najlepszych filmów jakie widziałam od bardzo dawna. Także pod względem aktorskim się wyróżnia. Nie rozstrzygam kto tu wypadł lepiej; Willem Dafoe, czy Robert Pattinson. Chylę czoła przed obydwoma. Dwie bardzo soczyste, ekspresyjne i rewelacyjne role. Jak wszystko w tym świetnym filmie. Przy wszystkich moich zachwytach, muszę jednak stwierdzić, że nie jest to propozycja dla każdego. Kto lubi konkret i konkluzje na ekranie, raczej się zawiedzie. Mniej restrykcyjni widzowie powinni dać temu filmowi szansę.

(Ala Cieślewicz)

Reż. Robert Eggers

Ocena: 8/10