Recenzja filmowa nr 683: Głęboka woda (PLAKAT) - Reporter-24.pl
Wiadomości
wszystkie

Recenzja filmowa nr 683: Głęboka woda (PLAKAT)

Recenzja również na: mediakrytyk.pl

Nasze poprzednie recenzje alfabetycznie

Plakat i informacje o filmie

 

Vic i Melinda to niestandardowe małżeństwo. On jest nieco starszy, z pozoru spokojny, po przejściu na wcześniejszą emeryturę skupia się przede wszystkim na wychowaniu małej córki. Ona natomiast wyraźnie potrzebuje uwagi i dość ostentacyjnie nawiązuje relacje z innymi, młodszymi mężczyznami. Wydaje się też z pozoru, że Vic nie ma nic przeciwko temu. Jednak „przyjaciele” jego żony zaczynają znikać w tajemniczych okolicznościach.

 

Ten film to taka zimna ryba. Z założenia miał to być chyba thriller erotyczny, jednak brak tu zarówno erotyki jak i intrygi. Nie, żeby dorzucenie tu ekstra golizny cokolwiek pomogło. Ważniejszy wydaje się brak jakiejkolwiek tajemnicy. Twórcy niby starają się budować atmosferę poprzez niedopowiedzenia i domysły, żeby niemal natychmiast chlusnąć widzowi w twarz szklanką lodowatej wody w postaci sceny, która dokładnie przedstawia przebieg danego wydarzenia. Nie dają nam tym samym szansy, żeby złapać bakcyla i zaangażować się w historię. Po raz kolejny nie docenia się inteligencji widza.

 

Jest zaskakująco nudno. Składają się na to dwa czynniki. Po pierwsze powtarzalność. Żona mało subtelnie flirtuje z absztyfikantem, mąż ich obserwuje, absztyfikant znika, żona histeryzuje, po czym dostajemy scenę wyjaśniającą, co się stało. I tak parę razy. Zaskoczeń brak do samego końca. Po drugie, co uwiera nawet bardziej, to kompletny brak ekranowej chemii między parą głównych bohaterów, a ta powinna być kluczowa w tego typu filmie. Jeśli już nie da się stworzyć napięcia wynikającego z opowiadanej historii, to można postawić na skomplikowaną, niejednoznaczną relację między małżonkami. Nic z tego. Lubię i cenię Bena Afflecka jako reżysera i scenarzystę. Jednak na ekranie zawsze wygląda jakby się nie wyspał. Kiedy aktor snuje się w już i tak snującej się fabule, to dla mnie za dużo. Ana de Armas miała być dla niego przeciwwagą. Dlatego zapewne femme fatale w jej wykonaniu ciosana jest piłą od stereotypów. Jak pokazać „rozwiązłą” kobietę? Oczywiście jak pijana tańczy na fortepianie! Bardzo oryginalnie.

 

Ten film jest męczący. Cieszę się, że nie widziałam go w kinie, bo pewnie męczyłabym się jeszcze bardziej. Okazuje się, że piękne, nasycone kadry pełne atrakcyjnych ludzi, posyłających sobie powłóczyste spojrzenia, to trochę za mało, żeby odtrąbić sukces.

(Ala Cieślewicz)

Reż. Adrian Lyne

Ocena: 4/10