Wiadomości
wszystkie
Borowiacy na Czarnym Weselu u Słowińców w Klukach (ZDJĘCIA)
Muzeum Wsi Słowińskiej w Klukach oddział Muzeum Pomorza Środkowego zaprosiło na XXVIII edycję Czarnego Wesela. Jak co roku, w majowy weekend grupa Borowiaków celebrowała polskie krajobrazy kulturowe. To już długoletnia tradycja.
Tym razem wybrano Kluki, a tak właściwie „Czarne Wesele” w Muzeum Wsi Słowińskiej w Klukach. Skansen powstał w 1963 r. - sto lat po wybudowaniu pierwszej, bitej drogi łączącej wieś ze „światem”. Impreza ta już od ponad 30 lat odbywa się w Muzeum Wsi Słowińskiej. Słoneczna pogoda w tym roku przyciągnęła tysiące odwiedzających.
Dlaczego CZARNE WESELE?
Bo maj dla Słowińców był przede wszystkim czasem kopania torfu, który miał duże znaczenie, ponieważ był podstawowym materiałem opałowym. Pozyskiwanie torfu było wspólną pracą społeczności wiejskiej. Przy kopaniu torfu pracowały całe rodziny, nawet dzieci miały wówczas cztery dni wolne od zajęć szkolnych, by pomagać rodzicom w tej ciężkiej pracy. Po zakończonej pracy Słowińcy bawili się zwykle do późnych godzin nocnych, a potem wozami wracali do domu.
Toteż na łące w pobliżu muzealnych zagród można było podglądać pracujących przy torfie mężczyzn, którzy ściągali darń i wierzchnią warstwę ziemi, a gdy pojawił się torf, odcinali z jego ściany równe, brunatno-czarne kostki. Te torfowe kostki kobiety układały na taczkach, by przewieźć je na nasłonecznioną przestrzeń i poukładać w piramidki do wyschnięcia. Jak każe tradycja, to po zakończonej pracy, zaczynało się „czarne wesele”, którego staliśmy się uczestnikami. Była muzyka, dobre i obfite jedzenie i picie, były śmiechy, żarty i taniec.
Jak co roku, w pierwszym dniu maja goście (a jest ich setki, a może i tysiące), także my spędziliśmy kilku godzin wśród wiejskich zagród sprzed stu lat, gdzie toczyło się spokojne życie, gdzie kobiety i mężczyźni wykonywali swoje codzienne zajęcia.
W muzealnych chałupach i w obejściach można było podejrzeć krzątające się kobiety, z których jedne prały i maglowały bieliznę, inne przędły i tkały na krosnach, a jeszcze inne robiły masło, smażyły pyszne drożdżowe wafle i gotowały zupy. Mężczyźni naprawiali sieci rybackie, wyplatali kosze, dłubali „klumpy” dla koni, kręcili konopne powrozy, piłą traczną cięli drewno do budowy domów, garncarz toczył gliniane naczynia na kole, a miotlarz wiązał brzozowe miotły. Wszystko to potrzebne było kiedyś w samowystarczalnym gospodarstwie Słowińców.
A wokół wszystkich zagród roznosił się zapach pieczonego chleba. Spacerując od zagrody do zagrody, można było podglądać pracę artystów ludowych i rękodzielników, którzy rzeźbiąc, malując bądź haftując, odkrywali tajniki swojej sztuki.
Nie zabrakło też muzyki ludowej. Zaproszone zespoły w różnych miejscach skansenu - w obejściach i zagrodach grały, śpiewały, tańczyły, zapraszając do wspólnej zabawy odwiedzających muzeum gości.
Po atrakcjach „Czarnego Wesela” z wieży widokowej, przy wspaniałej pogodzie, podziwiać można było krajobraz po horyzont - Jezioro Łebsko, mierzeję z wydmami oraz okoliczne wzniesienia z Rowokołem – najwyższym wzgórzem polodowcowym Wysoczyzny Damnickiej, które liczy 114 m n p m.
Na zakończenie wypadu była „Paleta Smaków Eli” w Smołdzinie. To ciekawe miejsce – gościniec, restauracja połączona z galerią sztuki.
Wycieczka została dofinansowana przez gminę Tuchola w ramach otwartego konkursu ofert dla organizacji pozarządowych na zadanie publiczne.
Tekst i zdjęcia: Maria Ollick, prezes Borowiackiego Towarzystwa Kultury w Tucholi