Recenzja filmowa nr 669: Diabeł ubiera się u Prady 2 (PLAKAT) - Reporter-24.pl
Wiadomości
wszystkie

Recenzja filmowa nr 669: Diabeł ubiera się u Prady 2 (PLAKAT)

Recenzja również na: mediakrytyk.pl

Nasze poprzednie recenzje alfabetycznie

Plakat i informacje o filmie

Dokładnie dwie dekady po pierwszej części doczekaliśmy się kontynuacji ekranizacji książki Lauren Weisberger. Kontynuacji nieco zaskakującej, jako że historia wtedy przedstawiona wydawała się być domknięta. Jednak przez dwadzieścia lat branża modowa i dziennikarska mocno się zmieniły. Twórcy mieli więc okazję, by te zmiany pokazać z pomocą znanych nam i lubianych bohaterów. To, czy im się udało, jest sprawą dyskusyjną.

Ponownie spotykamy Andy Sachs, która od dwudziestu lat stara się uprawiać poważne dziennikarstwo, pisząc o poważnych problemach na całym świecie. Najwyraźniej nie jest to jednak w cenie, jako że wraz z kolegami zostaje zwolniona za pomocą SMS-a. Wtedy pojawia się propozycja pracy w magazynie modowym, w którym nadal niepodzielnie panuje naczelna Miranda Priestley i który pod jej batutą zaliczył poważną wtopę wizerunkową. Andy ma pomóc zażegnać kryzys. W tym celu musi jednak spacyfikować byłą szefową z piekła rodem.

Scenariusz jest straszliwie leniwy. Powiedziałabym nawet, że przez większość czasu nic się nie dzieje. Trudno mi nawet wymienić jakiś konflikt, czy zawiązaną intrygę. Trochę mówi się o tym, że prasa drukowana odchodzi do lamusa i że dawno minęły czasy, w których ekipa leciała na drugi koniec świata, by zrobić sesję zdjęciową. Teraz prym wiodą cięcia kosztów i sztuczna inteligencja. Jednak poza kilkoma rzuconymi uwagami na ten temat, nie widzimy na ekranie, by niosło to za sobą realne konsekwencje dla naszych bohaterów. W tych momentach filmowi brakuje ikry. Ma być miło i bezproblemowo. Nie ma takiego kryzysu, którego nie dałoby się rozwiązać za pomocą paru telefonów. Widać to zwłaszcza w nieco absurdalnym, przyspieszonym finale.

A jednak wystawiam filmowi pozytywną ocenę, bo oglądało mi się go bardzo dobrze. Po prostu grają tu aktorzy, którzy stanęli na wysokości zadania. Prym wiedzie oczywiście Meryl Streep, która po niemal pięćdziesięciu latach na ekranie nadal potrafi bawić się rolą. Jej Miranda może nieco spokorniała, jednak nadal jednym spojrzeniem lub słowem potrafi zaszachować przeciwnika. Czuć fantastyczną chemię między nią i ironicznym Stanleyem Tuccim oraz Anne Hathaway. Czy to w scenach humorystycznych, czy też naładowanych emocjami, ich relacje po prostu działają i są sercem filmu, nawet jeżeli wyraźnie kuleje on pod względem fabuły.

Poza tym dostajemy dokładnie to, czego mogliśmy się spodziewać; trochę Hamptons, trochę jeziora Como, nieco ostrego humoru i całą masę atrakcyjnych ludzi w zapierających dech stylówkach. Jeżeli ktoś szuka kryzysu egzystencjalnego i prawdy o naszych czasach, to raczej zły adres. Reszta powinna się nieźle bawić.

(Ala Cieślewicz)

Reż. David Frankel

Ocena: 6/10