Wiadomości
wszystkie
Recenzja filmowa nr 677: Odyseja (PLAKAT)
Recenzja również na: mediakrytyk.pl
Nasze poprzednie recenzje alfabetycznie
To bezsprzecznie najbardziej wyczekiwana premiera kinowa tego roku, poprzedzona dość gwałtownymi i miejscami absurdalnymi dyskusjami na temat obsady i prawdy historycznej. Zawsze zastanawia mnie oburzenie wymierzone w niezgodne z duchem epoki stroje w produkcji, w której występują cyklopy, syreny i bóstwa. Jest to jednak film Christophera Nolana, który wypracował sobie już taką markę, że o jego filmach zawsze będzie głośno.
Tym razem wziął się za liczący sobie prawie trzy tysiące lat epos grecki, traktujący o powrocie Odyseusza do Itaki po długoletniej wojnie trojańskiej. Nolan miał do dyspozycji ogromny budżet i zastęp gwiazd, niektóre z nich pojawiają się na ekranie zaledwie na kilka minut. Wiadomo było, że weźmie tę doskonale znaną wszystkim historię i nakręci ją po swojemu. I że nie wszystkim się to spodoba.
Mnie się podobało, chociaż mam kilka małych zastrzeżeń. Jak zawsze jednak u tego reżysera, którego wszystkie filmy bez wyjątku lubię, doceniam spójność przedstawianej na ekranie wizji. Jasne są motywacje i postawy wszystkich postaci. Wiem, że wielu widzów ma problem z szaroburą estetyką jego filmów. Nolan swego czasu wyprał z kolorów nawet postacie z komiksów. Dla mnie jednak taka surowość obrazu działa, zwłaszcza w tej historii. Wojna w tym filmie to bezlitosna rzeź i nic więcej. Nie ma też mowy o bohaterskiej chwale. A sama podroż Odyseusza, choć obfituje w wiele niesamowitych wydarzeń, jest walką o przeżycie, a nie baśniową przygodą. Przyznaję jednak, że od czasu do czasu przydałoby się chociaż lekko rozładować tę przytłaczającą atmosferę. Twórcy nie zostawiają nam wiele przestrzeni na odsapnięcie. Dzieje się sporo, co wymusza niestety pewną skrótowość. Daje się to odczuć zwłaszcza w scenie potyczki ze Scyllą, która jest zbyt krótka i mało satysfakcjonująca. Zupełnie jakby trzeba było ją odhaczyć w filmie, bo była u Homera.
Gdyby mnie ktoś zapytał, to Matt Damon nie byłby moim pierwszym wyborem do roli Odyseusza. Na szczęście nikt mnie nie zapytał, a aktor spisał się bardzo dobrze. Jego bohater jest pozbawiony swojej literackiej arogancji i zmaga się ze wspomnieniami o wojnie. Świetnie wypadła Anne Hathaway, której Penelopa jest czymś więcej niż tylko żoną czekającą wiernie na powrót męża. Pokazuje charakter. Reszta aktorów wypada dobrze, chociaż ich czas antenowy jest mocno ograniczony. To nie była być może bomba emocjonalna, niemniej wydarzenia na ekranie bez reszty mnie pochłonęły i byłam zaangażowana od pierwszej do ostatniej minuty. Ten film ma wszystkie elementy wielkiego epickiego widowiska, których coraz bardziej brakuje na dużym ekranie. Wychodzi na to, że warto było czekać.
(Ala Cieślewicz)
Reż. Christopher Nolan
Ocena: 7/10