|
Już jutro (9 stycznia) do kin trafi „Dreams” Michela Franco - naładowana zmysłowym napięciem opowieść o namiętności, zderzeniu kultur, ambicjach i cenie, jaką płacimy za marzenia, z doskonałymi rolami Jessiki Chastain i Isaaca Hernándeza.
Fernando (świetnie debiutujący Isaac Hernández) to młody, utalentowany tancerz baletowy z Meksyku, który marzy o wielkiej karierze i życiu w Stanach Zjednoczonych. Wierzy, że jego ukochana – charyzmatyczna Jennifer (Jessica Chastain), wpływowa filantropka i bywalczyni elitarnych salonów – otworzy mu drzwi do nowego życia. Ryzykując własne bezpieczeństwo, porzuca wszystko, by do niej dołączyć.
Jednak jego nagłe pojawienie się w życiu Jennifer burzy jej misternie zbudowany świat. Kobieta staje przed trudnym wyborem. Jak daleko będzie w stanie się posunąć, by chronić nie tylko uczucie, które połączyło ją z Fernando mimo różnic, ale i reputację, którą budowała przez lata?
„Dreams” Michela Franco to naładowana zmysłowym napięciem opowieść o namiętności, zderzeniu kultur, ambicjach i cenie, jaką płacimy za marzenia. Czy miłość dwóch tak różnych światów ma szansę przetrwać?
WYWIAD Z MICHELEM FRANCO
W swoim nowym filmie „Dreams” patrzysz na świat przez pryzmat historii miłosnej, dramatu rodzinnego, nierówności społecznej. Równocześnie – jak w przypadku twoich wcześniejszych filmów – poruszasz także temat władzy oraz aktów przemocy i okrucieństwa, często w kontekście struktur rodzinnych i związków. Co sprawia, że powracasz do tych tematów?
Wydaje mi się, że kino to medium, które świetnie nadaje się do analizowania dynamiki rodziny i społeczeństwa. Przemoc, kiedy nie jest gloryfikowana, staje się ciekawym tematem do pokazania na ekranie. Nigdy nie przedstawiam tego tematu w sposób rozrywkowy. Nigdy nie romantyzuję przemocy. Na pewno ma to coś wspólnego z faktem, że dorastałem w Meksyku. Niemal codziennie oglądamy tam akty przemocy. Jednak nie jest to coś, co dzieje się tylko w Meksyku. Tak jest na całym świecie. Doceniam kino, które zamiast eskapizmu i unikania złożoności świata, w którym żyjemy, analizuje ten świat i konfrontuje się z nim.
Po „Pamięci” z 2023 roku, „Dreams” to twój drugi film z Jessicą Chastain w głównej roli kobiecej oraz w roli producentki. Czy możesz opowiedzieć nam nieco więcej o waszej współpracy? Czy planujecie kolejne wspólne projekty?
Tak, rozmawiamy o kilku kolejnych filmach. „Pamięć” to film raczej tradycyjny – Jessica przeczytała scenariusz, znała mój wcześniejszy dorobek, podobały jej się moje filmy, więc postanowiliśmy, że spróbujemy popracować razem. Świetnie nam się razem pracowało podczas zdjęć. Kiedy kręciliśmy „Pamięć”, w czasie przerwy na lunch, zanim zdałem sobie z tego sprawę, zacząłem jej opowiadać o moim kolejnym projekcie. To naprawdę nie był pitching! Opowiedziałem jej, że mam pewien pomysł na film. Na tamtym etapie jeszcze nie było w nim tematu tańca ani baletu. Ale wszelkie inne motywy były już w nim obecne. A ona powiedziała: „Tak! Oczywiście, że w to wchodzę”, ponieważ tak dobrze nam się razem pracowało. Kiedy kręciliśmy „Pamięć”, nigdy nie dochodziło między nami do żadnych konfliktów. Daję moim aktorom bardzo dużo swobody. Staram się okazywać im szacunek i zbytnio nie kierować nimi. Wielu aktorów to docenia. W przypadku niektórych z nich – a w tym gronie jest Jessica – zadaję sobie pytanie: Po co mam zarządzać tak dobrą aktorką, kiedy chcę, żeby rozwinęła skrzydła? „Dreams” to było inne doświadczenie, ponieważ odbyliśmy wcześniej wiele rozmów, w czasie pisania scenariusza i już po jego napisaniu. Jesteśmy dobrymi przyjaciółmi, więc dynamika między nami jest teraz inna niż wtedy, kiedy kręciliśmy „Pamięć”, nawet jeśli nasze cele pozostały takie same. Wydaje mi się, że w przypadku kolejnych filmów więcej dyskutujemy.
Większość postaci w twoich filmach jest skonfliktowanych. Jak scharakteryzowałbyś postać Jennifer? Jak rozmawiałeś o niej z Jessicą?
Jessica to odważna aktorka, lubi wyzwania i dlatego lubi kręcić filmy ze mną. My nie robimy filmów, które pokazują tylko dobrą stronę postaci, o których opowiadamy, wręcz przeciwnie. Odkrywamy ich mroczne strony. Jennifer, czyli postać, w którą Jessica wciela się w „Dreams”, jest dobrą osobą, czy też tak jej się wydaje. Łatwo jest być dobrym, kiedy jest się bogatym, wszystko jest w porządku i nie ma się w życiu żadnych prawdziwych problemów. Wtedy oczywiście, że jest się wspaniałą osobą. Ale co się dzieje, jeśli zmagasz się z wyzwaniami? Tak wygląda życie większości przeciętnych ludzi na świecie. Nagle Jennifer nie jest taka pewna siebie. Nie reaguje zbyt dobrze. Jessica jest w takim momencie w życiu zawodowym, kiedy czeka na wyzwanie. W naszych kolejnych filmach oczekuje ode mnie, że będę przekraczał kolejne granice i nieustannie nalega: „Nie bój się. Zróbmy to. Zbadajmy jeszcze bardziej ryzykowne rejony”.
Na ile to, jak Jessica prezentuje tę postać, wynika ze scenariusza, a na ile wyklarowało się to w trakcie zdjęć?
Scenariusz to scenariusz, a sposób, w jaki postać mówi, porusza się, ubiera, to już czysta Jessica. Często rozmawialiśmy o tym, jak ma być zagrana dana scena. Ja bardzo jej ufam, ponieważ ona wie lepiej, jak przedstawić postać, w którą się wciela. Dlaczego nie miałbym korzystać z jej doświadczenia? Szczególnie, że jej historia jest zupełnie inna. Wydaje mi się, że to główny powód, dlaczego tak dobrze rozumie tę rolę. To uprzywilejowany świat, świat uprzywilejowanych ludzi. Jessica taka nie jest. Ale teraz bardzo dobrze zna ten świat. W końcu jest gwiazdą Hollywood, celebrytką. Można powiedzieć, że przeprowadziła dokładny research.
Porozmawiajmy o Isaacu Hernándezie. Jako tancerz jest wielką gwiazdą. Jak udało ci się zatrudnić go jako aktora?
Początkowo mój pomysł na ten film był taki, jak to przedstawiłem podczas lunchu Jessice, nie było w nim baletu. A potem zdarzyło się, że poznałem siostrę Isaaca. Jego siostra zaprosiła mnie, żebym go obejrzał. Siedziałem na widowni z pozostałymi dziesięcioma tysiącami widzów. Isaac wszedł na scenę przed przedstawieniem i w improwizowany sposób wziął do ręki mikrofon i przemówił do publiczności: „Nie wiem, dlaczego to robię. Poczułem, że muszę to zrobić. Chcę wam podziękować, że tu przyszliście. Jestem nieśmiały i nie wiem, skąd wziąłem odwagę, żeby do was przemówić. Dziękuję, że tu jesteście i dziękuję, że dzięki wam balet znów jest popularny”. Rozejrzałem się wokoło. Wszyscy się uśmiechali. Niektórzy wręcz płakali, tak silne to były dla nich emocje, chociaż nie wystąpił jeszcze żaden tancerz. Pomyślałem wtedy: „To znakomity aktor. I zdaje sobie z tego sprawę. Jestem reżyserem, więc wyczuwam, kiedy ktoś gra. Być może nie wierzę, że to przemówienie było improwizowane, ale równocześnie bardzo mnie poruszyło to, co powiedziałeś”. Zatem, zanim jeszcze zobaczyłem jego taniec tego wieczoru, wiedziałem, że ten chłopak będzie aktorem w moim filmie. Charyzma, którą roztacza, kiedy tańczy, wspaniale prezentuje się na ekranie. W sposób naturalny komunikuje emocje i energię. Nie musi wkładać dużo wysiłku w to, żeby ludzie go lubili. Jest niezwykle inteligentny, po prostu wyjątkowy. Pomyślałem sobie też, że fajnie byłoby dać młodemu Meksykaninowi, który jeszcze nigdy nie wystąpił w żadnym filmie fabularnym, okazję, żeby pojawić się na ekranie z Jessicą Chastain.
Kolejnym wyzwaniem dla aktorów był fizyczny aspekt „Dreams”, wraz z bardzo dosadnymi scenami seksu z udziałem Jessiki i Isaaca. Dlaczego uznałeś, że te sceny były konieczne? Jak się wspólnie przygotowywaliście do tych scen?
Podczas moich pierwszych rozmów z Jessicą oboje doszliśmy do wniosku, że te sceny stanowią centralną część filmu. Fascynowało ją to, jak te ujęcia są w stanie przekazać o wiele więcej, niż zwykłe intymne momenty. Historia posuwa się na przód dzięki tym scenom. Tam dzieje się o wiele więcej, niż tylko seks, czy jak chcecie nazwać to, co się tam dzieje. Te sceny nie służą podglądaniu. One są kluczowe dla zrozumienia postaci i nadają sens tej historii.
Poczucie się komfortowo na planie zapewne zajęło trochę czasu.
Kręcenie takich scen zawsze stanowi wyzwanie. Ja ufam aktorom. Nie mówię im dokładnie, jak mają grać, podobnie jak nie mówię im tego w innych scenach. Oczywiście trzymamy się pewnej choreografii. My, czyli cała nasza trójka, omówiliśmy ją, tak, żeby każdy czuł się z tym komfortowo. Jeśli chodzi o mnie, muszę czuć, że mogę ślepo zaufać swojej ekipie. Lubię współpracować z tymi samymi ludźmi. To bardzo pomaga. Podczas kręcenia takich scen bardzo ważna jest praca operatora, zarówno pod względem estetycznym, jak i budowania atmosfery. Yves Cape współpracował ze mną jako operator przy wszystkich siedmiu wcześniejszych filmach. Rozumiemy się bez słów. To również dobrze wpływa na aktorów.
Wspomniałeś, że początkowo motyw baletu nie był częścią tego filmu. Równocześnie wydaje się, że „Jezioro łabędzie” stanowi komentarz do tego, co dzieje się w twoim filmie. Jak to możliwe?
Po pierwsze, wykorzystanie popularnego, kanonicznego utworu, jak „Jezioro łabędzie”, oznacza, że widzowie, będą potrafili odnieść się do tego tekstu, nawet ci, którzy podobnie jak ja nie są ekspertami w dziedzinie baletu. „Jezioro łabędzie” lub „Romeo i Julia”, który to dramat również wykorzystuję w „Dreams”, to utwory natychmiast rozpoznawalne. Ich treść jest znana szerokiej publiczności, zatem nadają historii znany kontekst. Jak w większości dramatów rodzinnych, które nie kończą się dobrze, obecne są podobieństwa w ich strukturze. „Jezioro łabędzie” opowiada o pozytywnych i negatywnych siłach w bardzo prosty sposób. „Jezioro łabędzie” to bardzo okrutna historia. Podoba mi się, że w „Dreams” odnajdujemy coś podobnego. Oczywiście wszelkie decyzje dotyczące wątku baletowego podejmowałem z Isaakiem, a raczej Isaac podejmował te decyzje za mnie. To on jest ekspertem w tej dziedzinie, nie ja. Wszyscy wiemy, że jest najlepszym tancerzem na świecie. Po prostu pozwoliłem mu przejąć kontrolę.
Dreams, scenariusz i reżyseria: Michel Franco, zdjęcia: Yves Cape, montaż: Michel Franco, Oscar Figueroa Jara, obsada: Jessica Chastain, Isaac Hernández, Rupert Friend, Marshall Bell, Meksyk/USA 2025, 95 min
|