Recenzja filmowa nr 674: Dzień objawienia (PLAKAT) - Reporter-24.pl
Wiadomości
wszystkie

Recenzja filmowa nr 674: Dzień objawienia (PLAKAT)

Recenzja również na: mediakrytyk.pl

Nasze poprzednie recenzje alfabetycznie

Plakat i informacje o filmie

Jestem wielką fanką Stevena Spielberga. To jeden z tych reżyserów, którzy zaszczepili mi miłość do kina. Na każdy jego nowy film czekam z niecierpliwością. Dlatego ta recenzja przychodzi mi z trudem. Bo tym razem Mistrz nie dowiózł. To tym bardziej przykre, że w najnowszej produkcji wraca do swojego konika, czyli kontaktów ludzi z obcą cywilizacją.

Pod względem fabularnym ten film jest spóźniony o jakieś trzydzieści lat. Generalnie chodzi o to, czy opinia publiczna powinna się dowiedzieć, że kosmici istnieją. Część bohaterów uważa, że tak i próbuje ten fakt ujawnić. Reszta jest innego zdania i stara się to powstrzymać. Pomimo szczerych chęci nie byłam w stanie zrozumieć motywów i logiki postępowania żadnej z tych grup. Dlaczego w XXI wieku trzeba przejąć kontrolę nad studiem telewizyjnym, żeby przebić się z wiadomością do widzów? Ktoś słyszał o internecie? Dlaczego wrażliwe dane przenosi się na gigantycznych pendrive'ach? Nagromadzenie takich głupotek, również realizacyjnych, bardzo wybija z rytmu i utrudnia zaangażowanie się w historię. Kiedy jeden z naszych ściganych bohaterów chowa się za małym płotkiem zbitym z dwóch desek, a stojący nieopodal wyszkolony oddział superagentów go nie widzi, bo jak jeden mąż wszyscy patrzą w przeciwną stronę, trudno mi uwierzyć, że to scena z dzieła reżysera, który kręci filmy od ponad pięćdziesięciu lat.

Naprawdę chciałam ekscytować się tym filmem. Jednak zawsze, gdy ktoś wyciągał asa z rękawa, musiałam się w pierwszej kolejności zastanawiać, dlaczego nie zrobił tego wcześniej. Scenariusz jest pełen nielogiczności i niekonsekwencji. Wprowadzono motyw, którego bardzo nie lubię, bo przeważnie nigdy się nie sprawdza. Mamy tu mianowicie pewien kosmiczny obiekt, którego zastosowanie i możliwości celowo nie są nam do końca wyjaśnione, ale wydają się nieograniczone, kiedy scenarzysta tego chce. Całe napięcie w filmie automatycznie spada, kiedy mamy świadomość, że bohater musi tylko zamachać magiczną różdżką, żeby wydostać się z tarapatów. A kiedy z niewyjaśnionych powodów tego nie robi, to denerwuje nas jego głupota.

Brakuje tu solidnej intrygi i tajemnicy, chociaż film przez cały czas udaje, że takowa istnieje i znajdzie swoją konkluzję w rozwleczonym finale, który wypada dość blado i kończy się w najciekawszym momencie. Naprawdę szkoda solidnych i utalentowanych aktorów na taki film. Żałuję zwłaszcza Emily Blunt, która jako jedyna wypada tu trójwymiarowo. Marzyło mi się wciągające kino z duszą w starym stylu, w którym kiedyś specjalizował się Spielberg. Nie wiem, czy to kwestia wypalenia, czy jedynie małe potknięcie. Mój wewnętrzny kinomaniak ma nadzieję, że to drugie i że jeszcze doczeka się Spielbergowskiego dzieła na miarę jego talentu.

(Ala Cieślewicz)

Reż. Steven Spielberg

Ocena: 5/10