Recenzja filmowa nr 658: Crime 101. (PLAKAT) - Reporter-24.pl
Wiadomości
wszystkie

Recenzja filmowa nr 658: Crime 101. (PLAKAT)

Recenzja również na: mediakrytyk.pl

Nasze poprzednie recenzje alfabetycznie

 

Tym filmem mogłabym być zachwycona dwadzieścia lat temu. Obecnie mogę określić seans jako przyjemny, ale niepozostawiający trwałego wrażenia.

To z pewnością nie jest kolejna sensacyjna papka serwowana nam taśmowo na streamingach, pełna bezsensownej gwałtownej akcji i głośnych pyskówek. Ten film ma styl i odpowiednią atmosferę oraz ciekawych bohaterów. A jednak w kluczowych momentach trochę zawodzi. Określenie, które mi tu najbardziej pasuje, to „niedogotowany”.

Taki jest też nasz główny bohater, który jest złodziejem. W pierwszej scenie obserwujemy jak okrada kurierów z diamentów. Jest skrupulatny, szybki i nigdy nie używa przemocy. Od razu czujemy do niego sympatię, zwłaszcza że wygląda jak Chris Hemsworth. Jednak nie sposób przegapić pewnej niekonsekwencji w prowadzeniu tej postaci. W jednej scenie zachowuje się bowiem, jakby cierpiał na poważną fobię społeczną i nie potrafi sklecić dwóch zdań w rozmowie z dziewczyną. Natomiast w innej scenie z inną bohaterką jest czarujący i dowcipny. Od czego to zależy? Film nie wyjaśnia.

Lepiej wypadają bohaterowie drugoplanowi, jak policjant w wykonaniu Marka Ruffalo, czy specjalistka od ubezpieczeń dla bogaczy, w którą wcieliła się Halle Berry. Osobne oklaski należą się jednak Barriemu Keoghanowi, bo dzięki jego postaci bezwzględnego przestępcy, film dostaje potrzebnego kopa energetycznego. Ta historia naprawdę długo się rozkręca i tak jak lubię staranne budowanie napięcia, co twórcom tego dzieła się udało, tak kiedy dochodzi do rozstrzygnięć, oczekuję ciosu w splot słoneczny i wyrzutu adrenaliny. A to wypada tu mało satysfakcjonująco. Zwłaszcza finał, w którym spotykają się kluczowi gracze, prezentuje się blado i sztampowo.

Słyszałam porównania do legendarnej „Gorączki” Michaela Manna, które są zdecydowanie na wyrost. Tam reżyser nie miał problemu z podniesieniem widzom ciśnienia, bo jego bohaterowie zarówno po jednej, jak i po drugiej stronie barykady, nie cofali się przed niczym, żeby osiągnąć cel. Stawka była wysoka, każdy mógł zginąć, a finał wbijał w fotel. Reżyser „Crime 101” wyraźnie unika ryzyka i woli, żeby było miło. I jest miło, ale tylko tyle. Wielkie filmy w ten sposób nie powstają.

(Ala Cieślewicz)

Reż. Bart Layton

Ocena: 6/10