Wiadomości
wszystkie
Recenzja filmowa nr 671: Werdykt (PLAKAT)
Recenzja również na: mediakrytyk.pl
Nasze poprzednie recenzje alfabetycznie
Legendarny irlandzki reżyser i scenarzysta Jim Sheridan powraca z nowym, bardzo osobistym i bardzo specyficznym filmem. Oglądamy naradę dwunastu członków ławy przysięgłych po procesie o morderstwo. Sam proces jest fikcyjny, jednak zbrodnia, jak najbardziej realna, miała miejsce w 1996 roku w West Cork, a ofiarą była 39-letnia Francuska Sophie Toscan du Plantier, która została brutalnie zamordowana niedaleko swojego domu w West Cork. Główny podejrzany, dziennikarz Ian Bailey, został skazany zaocznie przez francuski sąd, jednak pozostał na wolności, bo sąd irlandzki nie zgodził się na jego ekstradycję. W filmie oglądamy alternatywną wersję rzeczywistości, w której Bailey jest sądzony w Irlandii.
Od pierwszych scen widać wyraźne nawiązania do filmowego klasyka i majstersztyku „12 gniewnych ludzi” Sidneya Lumeta. Wokół winy oskarżonego, co do której na początku są przekonani wszyscy poza jednym, narasta coraz więcej wątpliwości. Dochodzi do starcia osobowości i światopoglądów.
Fakt, że scenariusz opiera się na prawdziwej zbrodni, wymagał od reżysera niesamowitego wyczucia i pewnej dozy delikatności. Ulżyło mi bardzo, gdy w miarę upływu czasu stało się jasne, że nikt tu nie goni za sensacją i nie chce szokować widzów. Chodzi tylko o interpretację dostępnych informacji i stwierdzenie czy na ich podstawie można posłać człowieka na resztę życia do więzienia. Morderstwo Sophie Toscan jest bardzo znane, mnie samej wydawało się, że dużo wiem na ten temat, a jednak film mnie wielokrotnie zaskoczył. Ze zdziwieniem musiałam przyznać, ile przyjętych przeze mnie „niezbitych faktów” to zdania wyrwane z kontekstu lub nadinterpretacja śledczych, którzy popełnili niezliczone błędy. Nie byłam też świadoma, jak często naoczni świadkowie zmieniali zdanie.
Reżyser, który wciela się tutaj w rolę jednego z przysięgłych, nigdy nie ukrywał, że sam był przyjacielem Iana Baileya i wierzył w jego niewinność. A jednak film nie wydawał mi się stronniczy, ani tendencyjny. Wprost przeciwnie. Poprzez wypowiedzi i postawę poszczególnych przysięgłych udało się pokazać, jak ten sam fakt, czy informacja może ulec różnym interpretacjom, bo ludzie zawsze będą rozpatrywać pewne kwestie w oparciu o swoje własne doświadczenia. Pomimo szczerych starań nie jesteśmy w stanie być w pełni obiektywni. Dzięki takiemu podejściu do sprawy film nie jest tylko suchym, wypełnionym faktami reportażem. Znalazł przestrzeń na emocje i ciekawe kreacje aktorskie. Całość jest oczywiście mocno przegadana, intensywna i momentami klaustrofobiczna. Dla mnie było to z pewnością bardzo ciekawe filmowe doświadczenie.
(Ala Cieślewicz)
Reż. Jim Sheridan
Ocena: 7/10