Wiadomości
wszystkie
Recenzja filmowa nr 660: Krzyk 7. (PLAKAT)
Recenzja również na: mediakrytyk.pl
Nasze poprzednie recenzje alfabetycznie
Jak lepiej uczcić trzydziestą rocznicę premiery pierwszej części jednej z najsłynniejszych horrorowych serii, niż kręcąc kolejny film ze znanymi bohaterami i masą wspomnień? No cóż, zważywszy na jakość powstałego dzieła, dochodzę do wniosku, że nie przysłuży się ono za bardzo tej franczyzie. A szkoda, bo przez te wszystkie lata trzymała ona dość wysoką formę.
Na pierwszy plan wraca Sidney Prescott, która jest obecnie żoną i matką i ma córkę w wieku, w którym sama była, kiedy spotkaliśmy ją w pierwszym filmie. I wiadomo, że w horrorach historia lubi się powtarzać, a w tym wypadku to nawet scena w scenę. Cały scenariusz najnowszego „Krzyku” bazuje na nostalgii i chwytach dobrze nam znanych. To zdecydowanie regres. Poprzednia część udowodniła bowiem, że może stać na własnych nogach i nadal należeć do tego uniwersum.
Przy siódmej części można by spokojnie popuścić cugli, jednak twórcy postanowili zagrać bezpiecznie i to mocno wytartymi, znaczonymi kartami. Nie obeszło się więc bez nadąsanych nastolatek, głupich policjantów i teleportujących się morderców. Jednak największą zmorą tej odsłony są niewątpliwie papierowi bohaterowie, których jedyną cechą charakteru jest puls, który szybko zanika po spotkaniu z nożownikiem. Trudno oglądać w napięciu, kiedy na ekranie absolutnie nic nas nie obchodzi, ani o nikogo życie nie drżymy. A same sceny śmierci też nie powalają pomysłowością.
Najsłabszym punktem każdego z poprzednich filmów tej serii był moment poznania tożsamości mordercy, który następnie raczył widzów ekspozycyjną gadką na temat swoich motywów. Jednak to, co następuje w tym filmie, przebija głupotą wszystkie poprzednie rewelacje. Nie dość, że zabójcę da się bardzo szybko wytypować drogą eliminacji, to jeszcze powody jego postępowania są idiotyczne. (Chociaż uczciwie przyznaję, że w tym momencie ziewałam już tak głośno, że mogłam czegoś nie dosłyszeć.)
Dla mnie była to strata czasu, chociaż trochę na przekór sobie jestem ciekawa, co twórcy wymyślą w ósmej części. Film mimo wszystko zarobił swoje, więc możemy spodziewać się, że jeszcze długo będą doić tę fabularną krowę. Mam tylko nadzieję, że z lepszym skutkiem.
(Ala Cieślewicz)
Reż. Kevin Williamson
Ocena: 4/10