Recenzja filmowa nr 673: Obsesja (PLAKAT) - Reporter-24.pl
Wiadomości
wszystkie

Recenzja filmowa nr 673: Obsesja (PLAKAT)

Recenzja również na: mediakrytyk.pl

Nasze poprzednie recenzje alfabetycznie

Plakat i informacje o filmie

 

Ten film powinien obejrzeć każdy, kto twierdzi, że wszystko w kinie już było i publiczność nie może spodziewać się oryginalności w tym temacie. Otóż mamy horror, który bazuje na bardzo wyświechtanym motywie i operuje wszystkimi znanymi chwytami, łącznie z obowiązkowym krwawym finałem. A jednak z całą odpowiedzialnością muszę stwierdzić, że dawno w tym gatunku nie doświadczyłam tak potężnej dawki kreatywności.

O fabule nie chcę się rozpisywać, sama poszłam do kina w ciemno i wszystkim tak radzę. Ograniczę się więc do tego, że przez cały film śledzimy losy pewnej pary. Chłopak jest zakochany w dziewczynie, ale nie czując z jej strony wzajemności wybiera bardzo osobliwy i opłakany w skutkach sposób, by ją zdobyć.

Horror, który naprawdę przeraża. Zamiast demonicznych potworków wychodzących z szafy, od których widzom łatwo się zdystansować, mamy podbudowaną psychologicznie historię dwójki zwykłych i na pierwszy rzut oka sympatycznych ludzi, z którymi łatwo się identyfikować. I owszem występuje tu element fantastyczny, jednak stanowi jedynie pretekst do ukazania eskalacji pewnych zachowań. Atmosfera jest gęsta, a cierpienie, zwłaszcza to psychiczne bardzo namacalne. Wszystko to, co mnie zazwyczaj odrzuca w horrorach, czyli nagromadzenie jumpscare'ów i płynów ustrojowych, tu jest odpowiednio umotywowane i podbudowane. Historia ma ręce i nogi oraz bohaterów z krwi i kości.

Kiedy przeczytałam ile wynosił budżet tego filmu, to byłam pewna, że ktoś źle postawił przecinek. 750 000 dolarów? Tyle to duże wytwórnie wydają na catering dla ekipy. To o tyle zdumiewające, że na ekranie absolutnie nie widać biedy, ani prowizorki. Twórcy umiejętnie operują światłem i dźwiękiem, żeby stworzyć odpowiedni nastrój. Jestem tym bardziej pod wrażeniem, że w ekipie znaleźli się albo debiutanci, albo filmowcy z bardzo małym doświadczeniem. Tymczasem ani jedna scena nie trąci amatorszczyzną. Wprost przeciwnie. Mogę tylko przyklasnąć, jak bardzo treść opowiadanej tu historii współgra z obrazem i atmosferą.

To wszystko poszłoby jednak na marne, gdyby nie fantastyczne kreacje aktorskie. Nigdy wcześniej nie słyszałam o Inde Navarrette i Michaelu Johnstonie, ale po tym filmie na pewno o nich niejednokrotnie usłyszę, bo nie tylko ja uważam, że są fantastyczni. A film to emocjonalna piła mechaniczna. Właśnie takie powinno być kino.

(Ala Cieślewicz)

Reż. Curry Barker

Ocena: 8/10