Wiadomości
wszystkie
Recenzja filmowa nr 676: Toy Story 5 (PLAKAT)
Recenzja również na: mediakrytyk.pl
Nasze poprzednie recenzje alfabetycznie
Nie wiem, ile razy żegnałam się z tą serią, myśląc przy każdej kolejnej części, że oto oglądam epilog doskonały. Jednak czas mija i siedem lat po ostatnim filmie dostajemy kolejny, już piąty. Okazuje się, że twórcy wciąż mają coś ciekawego do powiedzenia, mimo że od debiutu „Toy Story” minęło już ponad trzydzieści lat.
Po tym jak w poprzedniej części Chudy poszedł swoją drogą, przewodnictwo wśród zabawek przejęła kowbojka Jessie, co bardzo mnie cieszy, gdyż w poprzednich odsłonach zbyt często pozostawała na drugim planie. Nasza mała Bonnie nadal bawi się zabawkami, jednak wyraźnie odstaje od rówieśników i nie ma przyjaciółek. Żeby temu zaradzić, rodzice kupują jej tablet, który kompletnie pochłania dziewczynkę, a jej zabawki schodzą na dalszy plan. Jessie, która jak wiemy z części poprzednich, została w przeszłości porzucona przez inne dziecko, postanawia zrobić wszystko, by odzyskać uwagę Bonnie.
To mogłaby być łopatologiczna powiastka na temat wyższości tradycyjnych zabawek nad bezduszną technologią. Jednak twórcy „Toy Story” nigdy nie szli na łatwiznę, dlatego ta marka utrzymuje się na topie od połowy lat 90-tych zeszłego wieku. Pokazują tu oczywiście zagrożenia jakie się czają przy nadużywaniu elektronicznych urządzeń. Nie popadają przy tym jednak w przesadę. Morały w „Toy Story”, choć proste w odbiorze, nigdy nie były czarno-białe, a kompromis między starym i nowym zawsze okazywał się możliwy, jeśli po obu stronach były chęci i pozytywne nastawienie.
A to wszystko opakowane zostało w porywające kino przygodowe z bohaterami, których znamy i kochamy. Nieraz zaszkliły mi się podczas seansu oczy, było też sporo śmiechu, bo jak zwykle jest to idealnie wyważona historia dla młodszych i starszych. Obraz jest przepiękny. Wszystko na ekranie jest soczyste i namacalne, raz po raz zapominałam, że oglądam animację. Wydawało mi się, że skoro towarzyszę tej serii od początku i znam ją jak własną kieszeń, to twórcy raczej niczym mnie już nie zaskoczą. Tymczasem dostałam parę dramaturgicznych ciosów w splot słoneczny, za co jestem bardzo wdzięczna. Emocje jak zwykle dopisały. Cudo!
(Ala Cieślewicz)
Reż. Andrew Stanton, McKenna Harris
Ocena: 8/10