Wiadomości
wszystkie
Recenzja filmowa nr 672: Zawodowcy (PLAKAT)
Recenzja również na: mediakrytyk.pl
Nasze poprzednie recenzje alfabetycznie
Za każdym razem kiedy idę na nowy film Guya Ritchiego coraz trudniej mi sobie przypomnieć, dlaczego zaliczam go do moich ulubionych reżyserów. U każdego człowieka, bez względu na wykonywaną profesję, da się w pewnym momencie zauważyć spadek formy. Problem w tym, że w przypadku tego konkretnego reżysera, trwa on już ładnych parę lat. Jego ostatnia propozycja „Zawodowcy” nie zapowiada rychłej poprawy.
W tym miejscu mogłabym napisać dokładnie to samo, co przy ostatnich dwóch filmach tego twórcy. Zmieniają się bowiem lokacje, ale problemy się powtarzają. Tym razem mamy do czynienia z prawniczką, która zajmuje się odzyskiwaniem wysokich długów dla swoich bardzo bogatych klientów. Dłużnicy to często majętne typy spod ciemnej gwiazdy, posiadające małą armię dla ochrony swoich interesów. Z jednym takim, rezydującym na praktycznie prywatnej wyspie, przyjdzie się zmierzyć naszej bohaterce i jej współpracownikom.
Zapowiadało się energiczne kino akcji z gwiazdorską obsadą. Gwiazdy wystąpiły, choć na poziomie totalnego minimum. Jeżeli jednak chodzi o akcję, to zdecydowanie więcej się tu gada niż strzela. I mam tu naprawdę na myśli długaśne słowne elaboraty, wyjaśniające każdy najmniejszy aspekt fabuły. Najgorsze jednak jest to, że gdy dochodzi już do konkretnej akcji, wszystko przebiega dokładnie tak, jak nam to wcześniej przedstawiono. Zero zaskoczeń, a co za tym idzie zero emocji. A przecież wiadomo, że widz i bohater filmowy najbardziej się do siebie zbliżają, kiedy temu drugiemu pali się grunt pod stopami. Do tu występujących postaci może i strzelają z moździerzy, ale ani przez chwilę nie mamy poczucia, że nie wyjdą z tego cało. Na Jake'a Gyllenhaala i Henry'ego Cavilla zawsze miło popatrzeć, ale o ich bohaterach nie jestem w stanie powiedzieć nic oprócz tego, że jednego gra Jake Gyllenhaal, a drugiego Henry Cavill.
Tu i ówdzie pojawiają się blade przebłyski humoru i inwencji, które świadczą o tym, że film nakręcił artysta, a nie wyrobnik. Jednak jeżeli się mrugnie w nieodpowiednim momencie, to można to przegapić. Gdzie się podziały nietuzinkowe postaci z krwi i kości? Gdzie wciągająca fabuła o wysoką stawkę? Gdzie błyskotliwe dialogi? Gdzie talent reżyserski, który dał nam „Porachunki” i „Dżentelmenów”? Wciąż wierzę w nawrót weny Guya Ritchiego. Jednak z każdym nowym filmem coraz mniej.
(Ala Cieślewicz)
Reż. Guy Ritchie
Ocena: 5/10