Recenzja filmowa nr 666:Wielki marsz. (PLAKAT) - Reporter-24.pl
Wiadomości
wszystkie

Recenzja filmowa nr 666:Wielki marsz. (PLAKAT)

Recenzja również na: mediakrytyk.pl

Nasze poprzednie recenzje alfabetycznie

Plakat i informacje o filmie

Stephen King ma zmienne szczęście do ekranizacji swoich książek. Kiedy filmowcy skupiają się za bardzo na aspekcie horrorowym, wychodzą koszmarki w stylu „Smętarza dla zwierzaków”. Kiedy jednak nacisk kładzie się na bohaterów i ich relacje, a szokowanie schodzi na dalszy plan, może z tego wyniknąć arcydzieło kinowe jak „Lśnienie”, czy „Zielona mila”.

„Wielki marsz” być może nie przejdzie do historii kina, zdecydowanie jednak należy zaliczyć go do udanych adaptacji. Koncept jest prosty i bezlitosny, jak to u Kinga. Oglądamy Amerykę jakiś czas po bliżej nieokreślonej wojnie, po której zapanowała dyktatura wojskowa. Co roku organizowany jest tytułowy marsz, w którym bierze udział pięćdziesięciu śmiałków, po jednym z każdego stanu. Meta nie istnieje, uczestnicy po prostu idą bez przerwy, tak długo, aż zostanie tylko jeden z nich. Jeżeli zwolnią, lub zboczą z trasy, zostaną zastrzeleni. I tak zaczynamy morderczą przeprawę, gdzie zwichnięta kostka, albo kamyk w bucie, mogą decydować o życiu i śmierci.

Za dużo nam się tu nie zdradza na temat funkcjonowania tego państwa i stosunków w nim panujących. Oglądamy tylko marsz. Pewnie jakby się nad tym dłużej i dogłębniej zastanowić, wiele rzeczy nie miałoby tu sensu. Na szczęście, to co widzimy na ekranie jest na tyle zajmujące, że nie kwestionujemy niczego. Zasady marszu są bezlitosne, więc film jest brutalny. Chwile spokoju i pozornego rozluźnienia przeplatane są momentami czystej ekranowej przemocy. Jest to bardzo zręcznie przeprowadzone, widz się nie nudzi, nie ma jednak przy tym poczucia przesadnego epatowania przemocą. Widać, że twórcom chodzi o coś więcej, niż tylko szokowanie. Od razu przedstawia nam się bliżej kilku bohaterów, których łatwo polubić, przez co ich eliminacja nas zaboli. A jeżeli jest stawka, emocje i postacie, którym się kibicuje, to film można uznać już za udany. Muszę też pochwalić dział charakteryzacji. Po bohaterach widać wyraźnie pokonane przez nich kilometry, a nawet to, że w trakcie tego morderczego marszu tracą na wadze.

Film jest fantastycznie zagrany. Udało się zebrać wielu młodych utalentowanych i jeszcze nieopatrzonych aktorów. Na szczególne zachwyty zasługują Cooper Hoffman i David Jonsson, którym wierzy się bez zastrzeżeń. I pewnie do niejednej rzeczy można by się w tym filmie przyczepić, jednak od początku do końca byłam przylepiona do ekranu i w pełni zaangażowana w akcję, a pod koniec miałam gulę w gardle. Więc jak dla mnie bomba.

(Ala Cieślewicz)

Reż. Francis Lawrence

Ocena: 7/10